Mowa tu o układzie z 1868
Wycieczki Szkolne |kasyno |inwestycje mieszkaniowe tychy
„Mowa tu o układzie z 1868 r., w którym rząd stanów gwarantował nienaruszalność indiańskich ziem rozciągających się od Czarnych Gór (Black Hills) na zachód, aż po Góry Wielkiego Rogu (Big Horn).
— Czy udajesz się do swego tipi
— Tipi — powtórzył nie zrozumiawszy w pierwszym momencie, o co chodzi. — Ach, tipi! Nie mam tipi i nikt mnie nie oczekuje.
— Więc możesz zostać
— A cóż bym tu robił i z czego żył na tym pustkowiu
— Toimniża pokaże ci zielony kraj i zielone wzgórza, gdzie nie stanęła jeszcze noga bladej twarzy. Pełne zwierzyny lasy, pełne ryb strumienie, bobry budują tam swe miasta. Jeśli ci się to nie spodoba, odejdziesz, a ja towarzyszyć ci będę aż do krańców ziem Dakotów.
Karola zadziwiła, a równocześnie wzruszyła taka propozycja.
— Nie wiem, muszę się zastanowić... Toimniża skinął głową
— A teraz ruszajmy!
— Dokąd
— Zobaczysz.
Ktoś inny pewnie by się zawahał, ale nie Karol. Miał przed sobą „prawdziwego" Indianina, jednego z tych, o których czytał w książkach i tak bardzo podziwiał. Przez chwilę poczuł się Sokolim Okiem, białym przyjacielem czerwonych, bohaterem powieści Coopera.
— Prowadź — odparł krótko.
Indianin w miejscu zawrócił mustanga i ruszył galopem, a Karol podążył za nim, bez trudu dotrzymując mu tempa.“(8)
kajaki krutynia |Bet365 |skup telefonów gsm
„Mowa tu o układzie z 1868 r., w którym rząd stanów gwarantował nienaruszalność indiańskich ziem rozciągających się od Czarnych Gór (Black Hills) na zachód, aż po Góry Wielkiego Rogu (Big Horn).
— Czy udajesz się do swego tipi
— Tipi — powtórzył nie zrozumiawszy w pierwszym momencie, o co chodzi. — Ach, tipi! Nie mam tipi i nikt mnie nie oczekuje.
— Więc możesz zostać
— A cóż bym tu robił i z czego żył na tym pustkowiu
— Toimniża pokaże ci zielony kraj i zielone wzgórza, gdzie nie stanęła jeszcze noga bladej twarzy. Pełne zwierzyny lasy, pełne ryb strumienie, bobry budują tam swe miasta. Jeśli ci się to nie spodoba, odejdziesz, a ja towarzyszyć ci będę aż do krańców ziem Dakotów.
Karola zadziwiła, a równocześnie wzruszyła taka propozycja.
— Nie wiem, muszę się zastanowić... Toimniża skinął głową
— A teraz ruszajmy!
— Dokąd
— Zobaczysz.
Ktoś inny pewnie by się zawahał, ale nie Karol. Miał przed sobą „prawdziwego" Indianina, jednego z tych, o których czytał w książkach i tak bardzo podziwiał. Przez chwilę poczuł się Sokolim Okiem, białym przyjacielem czerwonych, bohaterem powieści Coopera.
— Prowadź — odparł krótko.
Indianin w miejscu zawrócił mustanga i ruszył galopem, a Karol podążył za nim, bez trudu dotrzymując mu tempa.“(8)
<<<< Nigdy jeszcze świat
| Billot umilkł skrzyżował >>>>
kajaki krutynia |Bet365 |skup telefonów gsm